Motto

Wpisy archiwalne

Statystyka wejść

Odwiedzin dzisiaj: 92

św. Łazarz

Wskrzeszenie Łazarza
Jezus dokonuje wielkiego cudu. Stając nad grobem, woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” Łazarz na głos Pana wstaje i wychodzi z grobu, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz zawiniętą chustą (J 11,1-44).

 

17 grudnia, u progu ostatniego tygodnia Adwentu, dzielącego nas od świąt Bożego Narodzenia, Kościół czci i wspomina świętego Łazarza. Postać to niezwykła i zupełnie wyjątkowa. To właśnie nad jego grobem płacze Chrystus. To właśnie on jest żywym świadectwem Bożej chwały i mocy, potężnego cudu wskrzeszenia z martwych, który ma przekonać nawet najbardziej zatwardziałych, o mesjańskim posłannictwie Jezusa. To właśnie u niego, w gościnnej Betanii, na sześć dni przed Paschą, spożywa Zbawiciel swą pożegnalną ucztę, podczas której zostaje namaszczony na dzień swego pogrzebu. Kim więc był Łazarz z Betanii?

Ewangeliczna scena wskrzeszenia Łazarza jest jedną z najwspanialszych, najpiękniejszych i najbardziej poruszających w całym Piśmie Świętym. „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz” (J 11,3) – wiadomość tej treści dociera do Jezusa. „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić” (J 11,11) – mówi Chrystus do apostołów, wybierając się w podróż do Betanii. Kiedy tam przybywa, Łazarz spoczywa już od czterech dni w grobie. Gdy Jezus, okazując głębokie wzruszenie (J 11,38) „zapłakał” nad grobem przyjaciela, Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował! (J 11,36). Chrystus każe usunąć kamień i woła donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” (J 11,43). I Łazarz wychodzi, przywrócony do życia, odrodzony, wskrzeszony z martwych. Wielu spośród Żydów będących naocznymi świadkami cudu zmartwchwskrzeszenia Łazarza, uwierzyło w Chrystusa (J 11,45). Jednak dla zatwardziałych, żydowskich przywódców ludu, których nic nie było w stanie doprowadzić do nawrócenia, to wydarzenie jest momentem przełomowym i decydującym w procesie podejmowania przez nich przerażającej decyzji dokonania zbrodni Bogobójstwa. Ale teraz i Łazarz, będący bardzo niewygodnym, żywym świadectwem Boskiej mocy Chrystusa, staje się dla nich zawadą, której należy się pozbyć. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza (J 12,10).

Kim jednak był Łazarz, przyjaciel Jezusa, tak bardzo przez Niego umiłowany? Jego imię – Łazarz (hebrajskieEl`azar; łacińskie Lazaros), które przetłumaczyć można jako „Ten, któremu Bóg pomaga”, pięknie oddaje prawdę o życiu wskrzeszonego z Betanii. Otrzymał on od Boga szczególnie dużo, otrzymał od Niego wszystko, ale i wszystko Mu oddał. Bł. Anna Katarzyna Emmerich opisując swą mistyczną wizję Wniebowstąpienia, zauważa, że na chwilę przed odejściem do Królestwa Niebieskiego, by tam zasiąść po prawicy Ojca, Jezusnajczulej żegnał się z Łazarzem. Postać Łazarza jest wspaniałym przykładem tego, jak powinniśmy kształtować naszą przyjaźń z Chrystusem, którą musimy uczynić najwyższym celem całego życia.

Obraz tej szczególnej relacji Łazarza i Chrystusa, zasygnalizowany jedynie w Ewangelii św. Jana, Bóg zechciał przed nami odsłonić w sposób wyjątkowo piękny i porywający za pośrednictwem objawień, udzielonych włoskiej mistyczce z XX wieku, Marii Valtorcie. To właśnie na kartach spisanego przez nią Poematu Boga-Człowieka śledzić możemy dzieje tej niezwykłej, zachwycającej przyjaźni Jezusa i Łazarza, przyjaźni i to dosłownie – na śmierć i życie.

Łazarz jest człowiekiem bardzo zamożnym, najprawdopodobniej najbogatszym w całej Judei. Odziedziczył po ojcu – Teofilu, ogromny majątek, jest właścicielem znacznej części Jerozolimy oraz licznych posiadłości, domów, zamków, winnic, ogrodów, sadów oliwnych. Potężny i wpływowy, cieszący się względami Rzymu, poważany przez Namiestnika. Ale jest też zarazem człowiekiem dobrym, sprawiedliwym, cieszącym się ludzkim szacunkiem. Emmerich odnotowuje: Wszędzie poważają i szanują bardzo Łazarza, jako człowieka bogatego, pobożnego i mądrego. Zachowaniem swym wyróżnia się on szczególnie od innych ludzi. Zewnętrzny szacunek, powodowani jego wysoką pozycją społeczną, okazują mu również faryzeusze, którzy jednak w głębi duszy pogardzają nim, spluwając za nim i strzepując pył z ubrań, gdy ich minie na drodze. Nazywają go „wspólnikiem cudzołożnicy”. To największe cierpienie Łazarza, przy którym to fizyczne (poważnie choruje na nogi), wydaje się być zwykłą igraszką. Oto jego najmłodsza siostra – Maria z Magdali (Emmerich wylicza dokładnie, że była ona młodsza od brata o 9 lat), prowadzi grzeszne życie nierządnicy. Z jej powodu spada na rodzinę cały ogrom cierpienia, doznanej wzgardy od ludzi, choć przecież w znacznym stopniu skrywanej z powodu znakomitości tego rodu. Eucheria, matka Łazarza, poważana przez wszystkich, umiera z bólu, jej serce nie wytrzymuje ciosu zadanego jej przez córkę. Łazarz, wraz ze starszą z sióstr – Martą (która z powodu sposobu życia Marii Magdaleny została poświęcona Bogu, gdyż nikt nie poślubiłby siostry nierządnicy) opuszcza Jerozolimę i wycofuje się do swej posiadłości w Betanii, by uniknąć narażenia siebie i Marty na doznawanie zniewag. Tam znajduje ukojenie jedynie w rozważaniu świętych żydowskich ksiąg (choć będąc świadomym uczestnikiem kultury, pośród której żyje, czyta też dzieła filozofów pogańskich) i kontemplowaniu piękna natury.

I to właśnie w Betanii Łazarz po raz pierwszy spotyka Jezusa. Przyprowadza Go do niego, jego przyjaciel, będący apostołem Chrystusa – Szymon Zelota, który wcześniej opowiada Łazarzowi o Jezusie. Brat Marii i Marty od początku wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, posłanym przez Ojca Zbawicielem, i w tej wierze wytrwa już do końca. Piękna jest scena pierwszego powitania Jezusa i Łazarza w Betanii, przekazana nam przez Boga za pośrednictwem Valtorty: „Łazarz, szczupły i blady – jakim go zawsze widziałam – z krótko przyciętymi włosami, rzadkimi i prostymi, zgolonymi przy samej brodzie. Ubrany w śnieżnobiały len. Idzie z trudem, jak ktoś, kogo bolą nogi. Kiedy dostrzega Szymona, wita go serdecznie, potem, na ile może, biegnie ku Jezusowi i rzuca Mu się do kolan, schylając się do ziemi i całując brzeg Jego szat. Mówi: – Nie jestem godzien takiego zaszczytu. Ale ponieważ Twoja świętość zniżyła się do mojej nędzy, przyjdź, mój Panie, wejdź i bądź panem w moim biednym domu.» – Wstań, przyjacielu, przyjmij Mój pokój. Łazarz wstaje, całuje ręce Jezusa i patrzy na Niego z szacunkiem i zaciekawieniem. Idą w kierunku domu. – Jakże na Ciebie czekałem, Nauczycielu! Każdego ranka, o świcie, mówiłem sobie: ‘To dziś przyjdzie’. A każdego wieczoru, mówiłem: ‘Znowu dziś nie przyszedł!’

Przez 3 lata publicznej działalności Chrystusa, Łazarz będzie zawsze gotów do niesienia Mu pomocy, udzielając ze swych dóbr, wspierając, towarzysząc swą wierną przyjaźnią, czekając na Niego nieustannie z sercem otwartym i pragnącym wypełniać wolę Bożą. Betania będzie zawsze dla Jezusa i Jego uczniów miejscem bardzo gościnnym, dającym schronienie, zapewniającym bezpieczeństwo, obdarowującym miłością. Tu, pod opiekuńczymi skrzydłami Łazarza znajdą oni zawsze to, czego tak często odmawiał im świat.

 

Jezus wie o największym cierpieniu Łazarza, którym jest Maria Magdalena. Łazarz bardzo mocno kocha swą marnotrawną siostrę i niewymownie boleje nad jej upadkiem. A dostępując od Chrystusa obietnicy jej nawrócenia, cały składa się w ofierze, by wydobyć zagubioną duszę Marii z błota grzechu. To właśnie on, wraz z Martą, poprzez swą nieustanną modlitwę i ofiarę, niestrudzenie współpracuje ze Zbawicielem w procesie nawrócenia Magdaleny. Łazarz poświęca i ofiaruje w tej intencji całe swoje życie, wraz ze wszystkimi cierpieniami duchowymi i cielesnymi, również tymi spowodowanymi znoszeniem niesłychanych boleści choroby gnilnej nóg. Najprawdopodobniej, co pozostaje wielką tajemnicą Bożej ekonomii odkupienia ludzkich dusz, jego ciężka choroba, udręka umierania, gdy Jezusa nie ma przy jego łożu boleści, a także sama śmierć i pozostawanie w grobie są tymi ofiarami, których potrzeba było również po to, by wielką grzesznicę przyprowadzić do Chrystusa oraz za to nawrócenie podziękować i wynagrodzić. I Pan przyjmuje tę wielką ofiarę swojego umiłowanego przyjaciela z Betanii. Maria Magdalena zostaje całkowicie przemieniona miłosierną miłością Zbawiciela. Zostanie potem jedną z najwierniejszych Jego uczennic, wyznawczyń, jedną z najwspanialszych świętych w całej historii ludzkości. A cud wskrzeszenia duszy jawnogrzesznicy jest cudem jeszcze potężniejszym niż ten, którego Mesjasz dokonuje wydobywając martwego Łazarza z grobu, gdzie przebywał od czterech dni.

 

W całym wydarzeniu zmartwychwskrzeszenia Łazarza uderza, niemal na każdym kroku, niezwykłość i głębia przyjaźni łączącej go z Jezusem. Chrystus, można powiedzieć, specjalnie czeka z przybyciem do Betanii, aż Łazarz umrze, by poprzez potężny cud, właśnie z jego udziałem, objawić chwałę Bożą, umocnić wiarę ludzi dobrej woli w Mesjasza, obdarowując ich nieśmiertelną nadzieją. Łazarz na wezwanie Jezusa, o własnych siłach wychodzi z pieczary, w której spoczywał martwy od kilku dni. Kiedy odwinięto twarz Łazarza i kiedy już może patrzeć, nim spojrzy na siostry, kieruje swe spojrzenie ku Jezusowi. Zapomina o wszystkim i patrzy na swego Jezusa, daleki od wszystkiego, co się dzieje. Na bladych wargach ma miłosny uśmiech, a w oczach błyszczy promienna łza. Jezus też się do niego uśmiecha i w Jego oku też błyszczy łza, lecz nic nie mówiąc, kieruje wzrok Łazarza ku niebu. Łazarz pojmuje i porusza wargami w niemej modlitwie – odnotuje w opisie swej wizji Valtorta.

 

Chrystus, odnosząc się do wydarzenia wskrzeszenia, powie mistyczce: Mogłem zadziałać w porę, aby zapobiec śmierci Łazarza. Nie chciałem tego uczynić. Wiedziałem, że to wskrzeszenie będzie bronią obosieczną, bo nawrócę żydów, których myśl była prawa, lecz uczynię bardziej zawziętymi tych, których myśl nie była prawa. Od nich, po tym ostatnim ciosie Mojej potęgi, przyjdzie na Mnie wyrok śmierci. Ale po to przyszedłem i teraz dojrzała godzina, aby to się dokonało. Mogłem także przybyć od razu. Ale musiałem przekonać przez wskrzeszenie – pomimo już zaawansowanego zepsucia ciała – niewierzących najbardziej upartych. Nawet Moich apostołów, którzy – powołani do zaniesienia Wiary światu – potrzebowali podtrzymania swej wiary cudami o wyjątkowej wielkości. (…) Wskrzeszenie pogrzebanego przed czterema dniami i złożonego w grobie po chorobie długiej, przewlekłej, odrażającej, znanej, nie było czymś, co mogło pozostawić obojętnym ani tym bardziej niepewnym. Gdybym go uzdrowił, kiedy żył, lub gdybym tchnął w niego ducha zaraz kiedy go wyzionął, kąśliwość nieprzyjaciół mogłaby stworzyć wątpliwości co do istoty cudu. Ale odór zwłok, zgnilizna na opaskach, długi pobyt w grobie, nie pozostawiały wątpliwości. I cud cudów, chciałem, aby Łazarza rozwiązano i oczyszczono w obecności wszystkich, aby ujrzano, że nie tylko życie, ale i doskonałość członków powróciła tam, skąd wcześniej owrzodzone ciało rozszerzyło we krwi zarodki śmierci. Kiedy wyświadczam łaskę, daję zawsze więcej niż to, o co Mnie prosicie. Łazarz więc, niczym nowy Hiob, traci wszystko, aby zyskać jeszcze więcej. Zostaje nie tylko wskrzeszony do życia, ale i uzdrowiony z nękającej go przedtem przez lata uporczywej, ciężkiej choroby. Dla wydobytego z ciemności grobu, odrodzonego w świetle łaski Łazarza, istnieje już tylko Bóg. Jego jedynym celem i bogactwem na ziemi jest tylko Jezus i przyjaźń z Nim. Zachwycająca jest głębia tej niezwykłej przyjaźni. To właśnie Łazarzowi, po ostatniej uczcie w Betanii, na kilka dni przed swą Męką, Chrystus powierza tajemnicę wydarzeń, w obliczu których stoi, polecając jego opiece apostołów i uczniów oraz Jezusowe przebaczenie dla nich, po tym, jak uciekną, zostawiając Go samego. Scena ta, ukazana Valtorcie, ukazująca jak wielką miłością i zaufaniem darzył Jezus Łazarza, jest wyjątkowo poruszająca, a zarazem nader godna tego, by przytoczyć istotny jej fragment.

– Łazarzu, Mój przyjacielu, chcę ci powierzyć pewną prawdę. Nikt – z wyjątkiem Mojej Matki i jednego z Moich [apostołów] – jej nie zna. Moja Matka – bo Ona zna wszystko. Jeden [z Moich] – gdyż ma w tym współudział. Pozostałym przekazywałem ją w ciągu tych trzech lat, w czasie których są ze Mną, wiele, wiele razy. Ale ich miłość działała jak środek usuwający wszelki smutek, jak osłona przed głoszoną prawdą (…). Tobie jednak chcę to powiedzieć. (…) Nie wątpię w twoją miłość. Do tego stopnia w nią nie wątpię, że powierzam jej i przekazuję Moją wolę… (…) Łazarzu, przyjacielu Mój, czy wiesz, co się dzieje w tej chwili, gdy jesteś przy Mnie, w przyjaźni wiernej, którą Mi ofiarowałeś od pierwszej chwili i która nigdy się nie zmieniła z żadnego powodu? Pewien człowiek, razem z innymi ludźmi, właśnie umawia się o cenę za Baranka. Czy wiesz, jak się nazywa ten Baranek? Jego imię to: Jezus z Nazaretu. (…) Teraz posłuchaj, Łazarzu, wierny przyjacielu. Proszę cię o sprawienie Mi pewnej radości. Nigdy Mi niczego nie odmówiłeś. Twoja miłość była bardzo wielka i – nie uchybiając nigdy szacunkowi – była zawsze aktywna u Mego boku, poprzez tysiące form pomocy, poprzez jakże przezorne formy pomocy i mądre rady. Zawsze je przyjmowałem, bo widziałem w twoim sercu prawdziwe pragnienie Mojego dobra.

– O, Panie mój! Było to moją radością zajmować się Tobą! Co teraz zrobię, gdy nie będę już musiał troszczyć się o Ciebie, mój Nauczycielu i Panie? Za mało, zbyt mało pozwoliłeś Mi zrobić! Moje zobowiązanie wobec Ciebie – który przywróciłeś Marię mojej miłości i czci, a mnie życiu – jest takie, że… O, dlaczego przywróciłeś mnie do życia, aby kazać mi przeżywać tę godzinę? Już całą grozę śmierci i cały niepokój ducha kuszonego strachem przez szatana w chwili stawiania się przed Sędzią Odwiecznym przeszedłem, a była to ciemność… Co Ci jest, Jezu? Dlaczego drżysz i stajesz się jeszcze bledszy, niż byłeś? Twoje oblicze jest bledsze od tej śnieżnej róży, która usycha w świetle księżyca. O, Nauczycielu! Wydaje się, że krew i życie Cię opuszcza… O, Nauczycielu! Płaczesz?! Wiem, że płakałeś przed moim grobem, gdyż mnie kochałeś. Ale teraz… Znowu płaczesz. Cały jesteś zimny… Ręce masz zimne jak ktoś umarły… Cierpisz… Tak bardzo cierpisz!…

– Jestem Człowiekiem, Łazarzu. Nie tylko Bogiem. Mam ludzką wrażliwość i uczucia. I dusza Mi się napełnia udręką, gdy myślę o Matce… Powiadam ci, potworne stało się Moje udręczenie znoszenia bliskości Zdrajcy, szatańskiej nienawiści całego świata, głuchoty tych, którzy – jeśli nawet nie nienawidzą – to przecież nie potrafią kochać aktywnie… Kochać aktywnie to dążyć do tego, aby stać się takim, jakim chce mieć kogoś ukochana osoba i jak ona naucza… A tymczasem tutaj!… Tak, wielu Mnie kocha… Ale pozostali “sobą”. Nie przyjęli nowego “ja” z miłości do Mnie. Czy wiesz, kto potrafił pośród Moich najbliższych przemienić Swą naturę, aby stać się “Chrystusowym”, takim jakim Chrystus pragnie? Jedna istota: twoja siostra Maria. Ona odeszła od całkowitego zezwierzęcenia i zepsucia, aby dojść do duchowości anielskiej. A to jedynie dzięki sile miłości.

– Ty ją wyzwoliłeś.

– Wszystkich ocaliłem przez słowo. Ale tylko ona przemieniła się całkowicie dzięki działaniu miłości. Powiedziałem: tak straszliwe jest Moje cierpienie z powodu tego wszystkiego, że tęsknię jedynie za tym, by wszystko się dokonało. Moje siły uginają się… Krzyż będzie mniej uciążliwy niż ta udręka ducha i uczucia…

– Krzyż?! Nieee! O, nie! Jest zbyt okrutny! Jest zbyt hańbiący! Nie!

Łazarz – który trzymał od jakiegoś czasu lodowate ręce Jezusa, stojąc przez swoim Nauczycielem – pozostawia Go i osuwa się na kamienną ławę, znajdującą się blisko Pana. Zakrywa oblicze rękami i rozpaczliwie płacze. Jezus zbliża się do niego. Kładzie mu rękę na plecach wstrząsanych od płaczu i mówi:

– I cóż? Czyż Ja, który umieram, mam pocieszać ciebie, który żyjesz? Przyjacielu, potrzebuję sił i pomocy. Proszę cię o to. Tylko ty możesz Mi tego udzielić. Inni… Lepiej… żeby nic nie wiedzieli. Bo gdyby wiedzieli… Popłynęłaby krew. A Ja nie chcę, by baranki stały się wilkami, nawet z miłości do Niewinnego. (…) Nie potrafiłem już dłużej zachowywać dla siebie Mojej tajemnicy. Patrzyłem dokoła, szukając przyjaciela szczerego i pewnego. Spotkałem twoje wierne spojrzenie. Rzekłem: “[Powierzę ją] Łazarzowi”. Ja, kiedy miałeś kamień na sercu, szanowałem twą tajemnicę i broniłem jej nawet przed naturalną ciekawością serca. Proszę cię o taki sam szacunek wobec Mojej tajemnicy. Potem… po Mojej śmierci powiesz o niej. Przekażesz tę rozmowę. Aby stało się wiadome, że Jezus szedł świadomie na śmierć i nie były Mu tajne żadne łączące się z nią udręki: to co dotyczyło osób i Jego losu. Aby wiedziano, że chociaż jeszcze mógł się ocalić, nie chciał tego, bo Jego miłość do ludzi pragnęła gorąco tylko dopełnić ofiary dla nich.

– O, ocal Siebie, Nauczycielu! Ocal się! Mogę Ci ułatwić ucieczkę jeszcze tej nocy. Niegdyś uciekłeś przecież do Egiptu. Uciekaj i teraz. Chodź! Weźmiemy ze sobą Maryję, siostry i pójdziemy. Żadne z moich bogactw nie wiąże mnie, wiedz o tym. Bogactwem moim, Marii i Marty jesteś Ty. Chodźmy.

– Łazarzu, wtedy uciekłem, bo nie nadeszła jeszcze godzina. Teraz jest godzina. Pozostaję więc.

– Zatem pójdę z Tobą, nie zostawię Cię.

– Nie. Ty tu zostań (…). Zauważ, że od nikogo innego nie przyjąłem tyle, ile od przyjaciół z Betanii. To było też jednym z zarzutów, który wiele razy Mi postawiono. Ale Ja, Człowiek, znajdowałem tu, pośród was, tyle pociech we wszystkich Moich ludzkich goryczach. W Nazarecie był Bóg, który radował się przy Jedynej rozkoszy Bożej. Tu był Człowiek. Przed śmiercią dziękuję ci, przyjacielu wierny, pełen miłości, szlachetny, troskliwy, powściągliwy, mądry, dyskretny i prawy. Dziękuję ci za wszystko. Mój Ojciec później da ci nagrodę…

– Wszystko już otrzymałem wraz z Twoją miłością i z ocaleniem mojej Marii.

– O, nie! Wiele jeszcze musisz otrzymać. I otrzymasz. Posłuchaj. Nie popadaj w przygnębienie. Daj Mi swój rozum, abym mógł ci powiedzieć to, o co chcę cię jeszcze poprosić. Pozostaniesz tu i będziesz czekał… Bo nie chcę, abyś uległ zepsuciu jak wszyscy mężczyźni. Jerozolima w przyszłych dniach zostanie zepsuta tak, jak psuje się powietrze wokół gnijącej padliny, która niespodziewanie umarła, zgnieciona piętą jakiegoś przechodnia. [To powietrze] jest skażone i zakażające. Wyziewy tej padliny doprowadzą do szaleństwa nawet mniej okrutnych, nawet samych Moich uczniów. Uciekną. I dokąd się udadzą w przerażeniu? Do Łazarza. Ileż razy w ciągu tych trzech lat przychodzili, aby szukać chleba, posłania, obrony, schronienia i Nauczyciela!… Teraz powrócą. Jak owce rozproszone przez wilka, który porwał pasterza, pobiegną do owczarni. Zgromadź je. Dodaj im odwagi. Powiedz im, że im przebaczam. Powierzam ci Moje przebaczenie dla nich. Nie zaznają pokoju dlatego, że uciekną. Powiedz im, żeby nie popadali w jeszcze większy grzech z powodu braku wiary w Moje przebaczenie. (…) Przyjmiesz uczniów, dodasz im otuchy. Umocnisz ich, aby odzyskali pokój. Ja jestem Pokojem. I także potem… Potem im pomożesz. Betania będzie zawsze Betanią, dopóki Nienawiść nie wedrze się do tego ogniska miłości – w przekonaniu, że rozproszyła jego płomienie. Tymczasem rozszerzy je tylko, aby zapalił się cały świat. Błogosławię cię, Łazarzu, za wszystko, co uczyniłeś, i za wszystko, co zrobisz.

Łazarz, który zawsze doskonale stara się wypełnić wolę swego Jezusa, podejmuje ten ciężki krzyż posłuszeństwa, pozostając w Betanii na czas wydarzeń Męki Chrystusa i nie mogąc nieść Mu pomocy. Naraża się tym na niesprawiedliwe zarzuty, płynące nawet z grona uczniów Jezusa, o brak gorliwości w bronieniu Go, w tym trudnym czasie. Przyjmuje to mężnie, niezachwiany w swym posłuszeństwie woli Bożej i cierpi. Potem, już po wywyższeniu na krzyżu Syna Człowieczego, gromadzi rozproszonych, zrozpaczonych, wystraszonych tym, co się stało, apostołów. Umacnia ich, przekazuje im, powierzone mu przez Chrystusa przebaczenie dla nich. I doświadcza też wielkiej nagrody za wierność. To właśnie jemu, jako jednemu z pierwszych ukazuje się Zmartwychwstały:

– Wszystko się dokonało, Łazarzu. Przyszedłem ci podziękować, wierny przyjacielu. Przyszedłem ci polecić, żebyś powiedział braciom: niech zaraz idą do Wieczernika. Ty – a będzie to kolejna ofiara ponoszona z miłości do Mnie, przyjacielu – na razie tu zostaniesz… Wiem, że to sprawi ci ból. Ale wiem, że jesteś wielkoduszny. Maria, twoja siostra, otrzymała już pociechę, bo widziałem ją i ona Mnie widziała.

– Już nie cierpisz, Panie. To jest zapłatą za wszystkie moje ofiary. Cierpiałem wiedząc, że Ty doznajesz bólu… a nie byłem z Tobą…

– O, byłeś tam! Twój duch był u stóp Mojego Krzyża, był w ciemnościach Mojego grobu. Przed wszystkimi, którzy Mnie umiłowali bez reszty, wzywałeś Mnie, abym powrócił z tych głębokości, w których przebywałem. Teraz powiedziałem do ciebie: „Przyjdź, Łazarzu” – tak jak w dniu twojego wskrzeszenia. Ale to ty od wielu godzin mówiłeś mi: „Przyjdź!”. Przyszedłem więc i wezwałem cię, aby z kolei ciebie wydobyć z głębin twojej boleści. Idź! Daję ci pokój i błogosławieństwo, Łazarzu, wierz w Moją miłość. Jeszcze powrócę.

Łazarz wciąż klęczy, nie mając odwagi się poruszyć. Majestat Pana, choć złagodzony przez miłość, jest tak wielki, że paraliżuje zwykły sposób zachowania się Łazarza. Jezus zaś, zanim zniknie w wirze światła, które Go wchłania, czyni krok i dotyka lekko dłonią jego wiernego czoła. Wtedy Łazarz budzi się ze szczęśliwego oszołomienia. Zrywa się i biegnie szybko do towarzyszy, z blaskiem radości w oczach i z czołem jaśniejącym po dotknięciu przez Chrystusa. Woła: «Bracia! On zmartwychwstał! Zawołał mnie! Poszedłem! Widziałem Go! Mówił do mnie. Kazał mi powiedzieć wam, że macie zaraz iść do Wieczernika. Idźcie! Idźcie! Ja zostaję, bo On tak chce. Ale radość moja jest pełna…

Łazarz płacze z radości, przynaglając równocześnie apostołów, by poszli pierwsi tam, gdzie On im poleca.

Po Zmartwychwstaniu Łazarz przekazuje wszystkie swoje dobra, na rzecz rodzącej się wspólnoty pierwszych chrześcijan. Ogród Getsemani podarowuje Maryi, a należący do niego Wieczernik staje się odtąd miejscem, w którym wyznawcy Jezusa spotykają się na łamaniu chleba. Później jednak Łazarz zostaje wyzuty przez Żydów ze wszystkich swych majętności i poddany prześladowaniom z powodu wiary w Chrystusa. Ale ten, dla którego jedynym bogactwem był Bóg, który przywrócił mu życie i oczyścił z wszelkiego przywiązania do świata, odważnie trwał w niezłomnej wierności Panu. Łazarz, paradoksalnie, był bowiem człowiekiem pierwszego błogosławieństwa, człowiekiem ubogim w duchu. Chrystus powiedział o nim kiedyś: Łazarz jest wyjątkiem pośród bogatych. Łazarz doszedł do cnoty bardzo trudnej do znalezienia na ziemi, a jeszcze trudniejszej do praktykowania i nauczenia jej drugiego. To cnota ‘wolności w bogactwach’. Łazarz jest ‘bogatym-ubogim’. A zarazem ubogim-bogatym.

Wreszcie skazany przez prześladowców na wygnanie i wsadzony, wraz z siostrami Marią Magdaleną i Martą na statek bez steru, po wielu miesiącach tułaczki przybył – jak głosi zachodnia tradycja – do Marsylii, której został później pierwszym biskupem. Jego relikwie znajdują się we francuskim Autun. Nieco zapomniany dziś święty Łazarz, już w IV wieku upamiętniany był uroczystą, wielkopostną procesją prowadzącą z Jerozolimy do Betanii (funkcjonującej wówczas pod nazwą Lazarium), która miała uczcić cud jego wskrzeszenia.

Wspaniale się składa, że niemal na finiszu adwentowej drogi, gdy od świętowania przyjścia na świat Zbawiciela w tajemnicy Jego ogołocenia w ubóstwie, dzieli nas zaledwie kilka dni, towarzyszy nam i wspiera nas swą obecnością wielki przyjaciel Boga, ubogi w duchu św. Łazarz, którego jedynym bogactwem był Chrystus.

Historia św. Łazarza z Betanii, to historia pięknej przyjaźni człowieka z Bogiem, którą każdy z nas powinien starać się urzeczywistnić w swoim życiu.

Tekst zaczerpnięty z portalu Fronda.pl św. Łazarz – wielki przyjaciel Boga